czwartek, 5 maja 2016

Musical muzycznego kameleona na warszawskim Torwarze | Musical chameleon performed at Warsaw Torwar

by Artur Rawicz/ koncertomania.pl 

 | Scroll down for English version |

Dwudziesta pierwsza z minutami: gasną światła, cichnie muzyka. Pojawiają się muzycy koncertowi i najbardziej wyczekiwany Adam Lambert, ale jeszcze nie we własnej osobie – to tylko fragmenty z teledysku Ghost Town. Mijają kolejne minuty. Muzyka jest, Adama nie ma. Zniecierpliwienie narasta. Gdzie on jest? Czyżby stanął przed lustrem z dylematem w co ja mam się ubrać​? A może nie dojechał na czas? I, uwaga, uwaga, prawą stroną sceny biegnie jakiś człowiek-kosmita: jasne włosy, niemal srebrne, ułożone w Presley'owskim stylu, czarny kostium o futurystycznym kroju, czarne buty a la glany sięgające kolan, a na nosie lustrzane okulary, również w niecodziennym klimacie. Ów pan wskakuje na podwyższenie ustawione na środku sceny. My life flashed before my eyes, śpiewa. Tak, to on! Publika szaleje, okrzyki nie mają końca. Kosmiczny Adam Lambert nareszcie pojawił się w Polsce, już nie w ramach trasy z Queen, a na swoim koncercie solowym promującym trzeci krążek The Original High. Zaczęło się od mocnego, energicznego uderzenia w postaci Evil in the Night z najnowszego albumu.



Pierwsza z trzech części występu Adama Lamberta była utrzymana w nastroju takim jak wspomniany ubiór – trochę tajemniczym, emocjonalnym, ale przede wszystkim nietuzinkowym i trudnym do scharakteryzowania. Wspomnienie początku koncertu nasuwa mi na myśl dwa słowa – brak uśmiechu. Tak, twarz wokalisty, jak i twarze towarzyszących mu tancerzy, nie wyrażały ani zadowolenia, ani radości, ani podekscytowania. Dominowało przenikliwe, powiedziałabym nawet groźne, piorunujące spojrzenie. Przybranie takiego wyrazu emocjonalnego nie było przypadkowe, miało bowiem idealnie współgrać z przekazem i stylistyką pierwszych utworów z setlisty. Wśród nich znalazły się m.in. wspomniane Evil in the Night, For Your Entertainment, Ghost Town, Rumors, Underground, Welcome to the Show. A jak zareagowała publiczność? Już w pierwszej minucie od pojawienia się Lamberta na scenie fani trzymali białe i czerwone kartki z powitalnym hasłem Welcome back to Poland. Akcja nie została jednak zrealizowana tak jak oczekiwaliby tego polscy Glamberci – ochrona nie pozwoliła wnieść kartek na teren Torwaru, mieli je więc jedynie ci, którym udało się je przemycić. Doskonale wypadło natomiast wypuszczenie w górę balonów podczas największego przeboju z The Original High – Ghost Town. (Ciekawostka: balony unosiły się nad głowami publiczności stojącej na płycie jeszcze podczas późniejszych piosenek – wytrzymały ograniczony dostęp do powietrza lepiej od niektórych fanów!)



Po zagraniu kawałka Lucy, pod koniec którego gitarowy popis dał Adam Ross, przyszła pora na wyciszenie. Po kilku minutach przerwy Adam Lambert powrócił na scenę spokojnym krokiem. Nie miał już na sobie futurystycznego kostiumu, a czarny żakiet i skórzane spodnie. Z jego twarzy znikło przenikliwe spojrzenie spod gęstych brwi. Wydawało się, że to już ktoś inny, że niemożliwe, aby przez chwilę z bestii scenicznej przeobrazić się w posiadacza opanowanej wrażliwej duszy. Tę część występu rozpoczęło After Hours – utwór kojarzący się z nocną jazdą po szerokiej jezdni na przedmieściach wielkiego miasta. Złagodniała nie tylko twarz Adama, ale również jego głos. W wolniejszych kawałkach, takich jak cover Mad World Tears for Fears, doskonale znane Whataya Want from Me i Another Lonely Night Lambert udowodnił, że jego wokal sprawdzi się w najrozmaitszych kompozycjach, zarówno w dynamicznych, jak i tych spokojnych. W Mad World wyczułam musicalową atmosferę, podobieństwo do fragmentu spektaklu, w czasie którego aktor nie dąży do odśpiewania utworu, ale wczuwa się w niego całym sobą, jakby nie odgrywał roli, a wyrażał swoje własne przeżycia i emocje. A oprócz doskonałego przedstawienia na największą uwagę zasługiwał przecież nieskazitelny głos Lamberta, tak czysty, że nie można było znaleźć w nim żadnej skazy. Po Mad World muzyk oficjalnie przywitał się z publicznością oraz poświęcił kilka minut na przekaz o równości wszystkich ludzi bez względu na różnice rasowe, światopoglądowe, wyznaniowe i inne. Fani odpowiedzieli okrzykami dziękujemy i we love you, ale nie obyło się bez zabawnego incydentu – damskich stringów rzuconych na sam środek sceny.



Chociaż pierwsza część koncertu Amerykanina wydawał się poniekąd żywiołowa, nie można porównać jej z zakończeniem, które można określić nie inaczej jak mianem wulkanu energii. Strój w stylu wczesnych lat 90. i jasna czupryna w artystycznym nieładzie znów doskonale współgrały z kolejnymi pozycjami na setliście. Należały do nich te kompozycje z Lambertowego repertuaru, przy których nie można stać nieruchomo jak kołek: The Light, The Original High, Never Close Our Eyes, Shady, Lay Me Down, Fever, Trespassing połączone z Another One Bites the Dust Queen. W szybkich, pełnych energii aranżacjach wokal Adama także nie przestawał zadziwiać. Pozytywnie zaskoczyli tancerze, którzy, podobnie jak Lambert w Mad World, nadali trzeciej części koncertu musicalowy klimat, gdzie doskonale przećwiczony jest każdy najmniejszy ruch, a pomimo tego nadal sprawia wrażenie spontanicznego wyrażania swojego wnętrza. 

 



Wydaje się, że polska publiczność przypadła Lambertowi do gustu. Było to widać szczególnie po wykonaniu Trespassing, kiedy fani zasłużyli na pochwałę za wspaniałą znajomość tekstu piosenki. Tak, przyznam szczerze, że z perspektywy publiki zabawa była doskonała, a ze sceny rozśpiewany i roztańczony tłum musiał prezentować się znacznie ciekawiej. Czy nieoczekiwane przyjęcie w Polsce zostanie wynagrodzone kolejnymi solowymi występami muzyka? (chociaż tymi z Queen przecież nikt nie pogardzi, wręcz przeciwnie!) Nie miałabym nic przeciwko temu.



Kiedyś wydawało mi się dziwne, że Adam Lambert dostał propozycję występowania z Queen. Wydawało mi się, że Queen powinni postawić na rockmana z prawdziwego zdarzenia, na frontmana niszowej gitarowej kapeli z wokalem o szerokich możliwościach. Teraz nareszcie rozumiem, dlaczego wybór padł na Adama. Wiadomo, że Mercury'ego nie da się zastąpić. Ale żeby móc stanąć na jednej scenie z Brianem May'em i Rogerem Taylorem, trzeba być pewnego rodzaju muzycznym kameleonem. Przez ów pojęcie należy rozumieć utalentowanego człowieka o niepowtarzalnym wokalu i niebanalnych zdolnościach aktorskich, pozwalających mu na swobodne przechodzenie z wolnych utworów do energicznych; ponadto muzyczny kameleon to także ten, który pomimo sławy i pieniędzy potrafi szczerze się uśmiechać i wyrażać zachwyt nad pozytywnym przyjęciem przez publikę. Lambert jest muzycznym kameleonem i nawet jeśli nie jest się zwolennikiem jego muzyki, warto zobaczyć go w akcji. Bo, określając zwięźle dwoma słowami i kończąc ten słowotok, jest niepowtarzalny. 

__________________________________________


by Artur Rawicz / koncertomania.pl


A few minutes after nine o'clock: the lights go off, the music gets quiet. Stage musicians appear and the most awaited Adam Lambert, but not in the flesh – it's only Adam in the fragments of Ghost Town music video. Another minutes pass away. The music is present, Adam is absent. Impatience mounts. Where is he? Is he standing in front of the mirror and asking himself What should I put on tonight?. He may not have arrived on time... And, attention! attention please!, there's some spaceman-like man running along the right side of stage: bright hair, almost silver, Presley's hairstyle, a black costume in futuristic shape, black knee-high army boots, mirror sunglasses on the nose, another element of unusual style. That man jumps on the stage platform, placed in the very middle. My life flashed before my eyes, he sings. Yes, it is him! The public goes crazy, screams have no ending. Unearthly Adam Lambert finally visits Poland, not as part of the tour with Queen, but with his solo concert promoting the third album The Original High. The performance starts with powerful Evil in the Night.

The first of Adam Lambert's three-part show could be characterised the same as his already mentioned outfit – a bit mysterious, emotional, but primarily outstanding and hard to describe. When I recollect the beginning of the concert, I find, maybe even subcontiously, three words – lack of smile. Yes, it's true, the singer's face, as well as the other musicians' faces, did not express neither satisfaction, nor joy and excitement. What dominated was penetrating sight, I could even say that it was a glare. It was not coincidental to take such a facial expression, as it was meant to harmonize with the message and the style of the first songs from the setlist. Among these were Evil in the Night, For Your Entertainment, Ghost Town, Rumors, Underground, Welcome to the Show. And how did the public react? The minute when Lambert appeared on stage, a lot of fans took out white and red sheets of paper with welcoming words Welcome back to Poland. However, that action was not organized as well as it had been expected before the gig. While entrying the venue, it turned out that bringing in any sheets of papers, whether these were posters or small cards, was forbidden, so only those who managed to smuggle them could contribute to fulfill the plan of Polish Glamberts. What went excellent was the second fan action during the most popular hit from The Original High, Ghost Town – dozens of balloons were realesed and floated over the heads. 
 
After Lucy, which ended with an amazing guitar solo by Adam Ross, there was a need for some portion of calm. After a few minutes of break Adam Lambert came back on stage, walking slowly. Not only did he change his pace, but also the outfit. Instead of the futuristic costume, he wore black jacket and leather pants. The penetrating look vanished from his face. It seemed that there was someone else on stage, beacause it seemed impossible that the stage beast could turn into a possessor of a sensitive soul just in a moment. That part of the show opened with After Hours – the song resembling a night drive on a wide road on the outskirts of a big city. Not only did Adam's face soften, but also his voice. In calm songs like the cover of Tears for Fears' Mad World, perfectly known Whataya Want from Me and Another Lonely Night Lambert proved that his voice works well in various compositions, from dynamic to slow. Lambert's version of Mad World created an atmosphere of a musical, similiarity to an intimate moment of a spectacle, when the actor is not striving towards singing the song out loud, but he's trying to immerse in the moment with his entire soul, as if he was not playing the role, but experssing his own experience and emotions. Apart from it, what deserved attention the most was Adam's flawless voice, so literally flawless that you could not find any mistake. After Mad World the artist ofically welcomed the audience and started his short speech on equality, no matter what religion, race, world view etc. one represents. The answer from the fans was dziękujemy (meaning: thank you) and we love you. However, one fan gave a little bit different answer – she threw a thong on the middle of stage. 
 
Although the first part of Lambert's performance seemed to be powerful, it can't be compared with the ending, which was a volcano of energy. The outfit from early 90's and bright messy hair perfectly harmonized with another points of Warsaw setlist, among which were those songs from Adam's repertoire that don't allow anyone to stand still like a statue (The Light, The Original High, Never Close Our Eyes, Shady, Lay Me Down, Fever, Trespassing + Queen's Another One Bites the Dust) . In dynamic compositions Adam's vocal did not stop amazing. The pair of dancers evoked positive astonisment too. Similarly to Lambert in Mad World, they created an atmosphere of a musical, to which every single movement is perfectly prepared, but it still makes an impression that an actor sponaneously expresses his/her inside.
 
Lambert seemed to be charmed by his Polish Glamberts. It was seen many times during the gig, especially after Trespassing, when he could not hide his admiration for the audience that knew every word of the song. I must admit that from the audience's perspective the entire show was an amazing time of fun. I am sure that from stage the loud dancing crowd had to make a far better impression. Will the unexpected reception of Lambert in Poland be rewarded with his another solo performances? (but, by all means, these with Queen are still looked forward to!) I would have nothing against it.

I used to think that choosing Adam Lambert for the new frontman of Queen was a strange decision. It seemed to me that Brian May and Roger Taylor should look for a genuine rockman, some frontman of niche guitar band, with great singing abilities. Now I can finally understand why the choice fell on Adam. Everyone knows that Mercury can't be replaced. But to be allowed to stand on the same stage with May and Taylor, one has to be some kind of musical chameleon. This term refers to a talented man with unusual vocal and sophisticated acting skills, enabling him to freely move from slow songs to powerful ones; moreover, a musical chameleon is one of those, who, although rich and famous, can candidly smile and express his admiration for positive reception by the audience. Lambert is a musical chameleon and even if you are not a fan of his music, you should know that he is worth seeing live(and hearing, of course). Because, defining in three words and ending this piece of verbosity, he is unique.
_______________________________________________

Z racji na to, że jest to mój pierwszy wpis, czuję się zobowiązana dodać kilka zdań o sobie i swoich zamiarach dotyczących tego bloga. Aby uniknąć dalszego rozpisywania się, spróbuję streścić to, co chcę przekazać. Kiedyś prowadziłam bloga o muzyce, książkach, modzie i innych podobnych, ów blog nazywał się lazurowaprzestrzeń. Z biegiem czasu niestety zniechęciłam się do pisania i spaliłam wszystko, co miałam za sobą. Od pewnego czasu czuję jednak, że nie mogę wytrzymać bez pisania o tym, co mnie fascynuje, co wzbudza we mnie zachwyt i przykuwa moją uwagę. A koncert Adama Lamberta okazał się takim decydującym bodźcem, który skłonił mnie do założenia kolejnego bloga i spróbowania raz jeszcze. Zachęcam do komentowania i przesyłania propozycji dotyczących recenzji itp., z chęcią uwzględnię Wasze uwagi.

As it is my first post, I feel obliged to add a few sentences about myself and my plans related to this blog. To avoid further holding forth, I'll try to summarise all that I'd like to tell you. In the past I used to run a blog about music, books, fashion and so on, its name was lazurowaprzestrzeń (English: azure space). However, I got a bit discouraged and I burnt all that I had once built. Recently, I've been feeling that I can't do without writing about what fascinates me, what impress me and attract my attention. Adam Lambert's performance turned out to be such a decisive point which made me give myself one more chance. I'd like to encourage you to write comments below the posts and to suggest what I could write about. I'm willing to take into account all your proposals.

3 komentarze:

  1. Super! Bardzo pięknie napisana relacja, a koncert rzeczywiście był niesamowitą petardą. Daliśmy czadu, my i nasz Glam Król Adam. Razem potrafilibyśmy dokonać wspaniałych rzeczy haha!
    Myślę, że na początku Adam sądził, że jakoś to będzie w tej Polsce, a potem po prostu oniemiał. Zwłaszcza, kiedy zaczęliśmy z nim śpiewać każdą piosenkę.
    Jakie to było magiczne wreszcie usłyszeć i zobaczyć tego człowieka na żywo po raz pierwszy od 6 lat. Wiem, bywał z Queen i w programach, ale jednak pełnowymiarowy koncert to coś innego (no i ja Queen niespecjalnie słucham).
    Ta miłość, którą nam dał i którą my daliśmy jemu - to było coś pięknego i super nadal ją czuć.
    Wróci do nas na 200%.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa! A moja miłość do nasiliła się właśnie przez jego występy z Queen, chociaż przyznam, że też nigdy wcześnie go nie widziałam na żywo. Również jestem pewna, że Adam do nas prędko powróci. Oby zagrał więcej niż jeden koncert! :)

      Usuń
  2. Adam jest bardzo dobrze wychowanym człowiekiem z niesamowitym talentem wokalnym wróżę mu karierę na miano Michaela Jacksona , może jeszcze nie teraz ale za parę lat jeśli udżwignie brzemię ogromnej sławy osiągnie niewiarygodny sukces i poważanie bo bezapelacyjnie posiada niewiarygodny głos i słuch muzyczny do tego jest szołmenem z charyzmą przyciągającą jak magnes o Boże uwielbiam go ��

    OdpowiedzUsuń