wtorek, 26 lipca 2016

joan, czyli wszystko to, co kojarzy się z błogim spokojem


Nie znalazłam w sieci żadnego zdjęcia artystki, o której mowa w poście, dlatego poszperałam w swojej własnej galerii, aby wybrać zdjęcie pasujące do tworzonej przez nią muzyki. Jej muzyka to, jak widzicie w tytule, błogi spokój. Powyższe zdjęcie wykonałam w Puszczykowie koło Poznania. To wyjątkowe miejsce odwiedzam od wczesnego dzieciństwa i utożsamiam je z harmonią, naturalną aurą spokoju, co również charakteryzuje muzykę opisywanej poniżej artystki.

Nic nie piszę - moja niesłowność i brak regularnego pisania chyba nikogo nie dziwi. Mogłoby się wydawać, że dysponując wolnym czasem niemal od poniedziałku do piątku nic nie stoi na przeszkodzie, aby pisać przynajmniej raz w tygodniu. Ale przeszkoda jest - brakuje mi inspiracji do pisania, czegoś wstrząsającego, co sprawi, że nie będę mogła położyć się spać dopóki o tym nie napiszę. I nareszcie coś mną wstrząsnęło. 

Było to w nocy. Miałam już wyłączyć laptopa, ale zobaczyłam post Fismolla z nagraniem jego siostry. Zmęczenie po prawie dwudziestu przepracowanych godzinach w weekend, cicha letnia noc... co chciałabym usłyszeć? Coś idealnie współgrającego z nastrojem owej cichej letniej nocy.W ciągu dnia z moich głośników i słuchawek zazwyczaj leci muzyka Queen, szczególnie utwory z początku ich kariery, ale w walce ze zmęczeniem słuchanie takich kawałków jak Seven Seas of Rhye nie okazuje się skuteczną metodą. Сzego więc duszy potrzeba? Harmonii. Wyciszenia. Oczyszczenia - ze stresu, zmęczenia, zgryzoty, wyścigu dni powszednich. O tym, że kompozycje Fismolla pomagają osiągnąć stan błogiego spokoju wiadomo nie od dzisiaj. Przypisanie tej cechy muzyce jego siostry, która dopiero stawia pierwsze kroki w muzycznym świecie, też nikogo nie zdziwi. Nosząc nazwisko Glensk nie można ani zanudzać ani szkodliwie wpływać na umysł słuchacza. Odkrycie stanowi natomiast profesjonalizm, z którym joan (właściwie Joanna Glensk) skomponowała utwór So Shy. Po przesłuchaniu piosenki poczułam, że nie mogę jeszcze o niej napisać. Tradycyjnie odjęło mi mowę. Pozytywnie nacechowane przymiotniki są  zbyt pospolite, aby oddać niezachwiany spokój płynący z kompozycji tej młodej poznanianki. 

W sieci znajdziemy setki wykonawców nagrywających z pozoru podobne chilloutowe utwory, utrzymane w, że tak to określę, ascetycznym stylu. Ugrupowań tworzących muzykę mającą za zadanie kojąco wpłynąć na słuchacza powstało zdecydowanie za wiele i powielane schematy wcale nie zabierają znużenia, ale je powiększają. Wspomniani wykonawcy stale nagrywają identyczne kompozycje, różnice stanowi jedynie nazwa zespołu i tytuły piosenek. Wokal, jeśli męski, to powiela Jamesa Vincenta McMorrowa, a jeśli kobiecy, to obowiązkowo musi brzmieć łagodnie, a nawet przesłodko, co czasami staje się nie do wytrzymania (a skoro staje się nie do wytrzymania, to zamienia się w zaprzeczenie uspokajającej roli muzyki zespołu). W kwestii warstwy instrumentalnej to, jeśli nie ma gitary akustycznej lub klawiszy, występuje wyłącznie elektronika rodem z kanału na YT Electro Pose. Oto, co mnie irytuje - nadmiar wykonawców brzmiących identycznie, tak że jednego nie da się odróżnić od drugiego, bowiem nie maja oni żadnych cech indywidualnych. Jedyne, co cechuje tych małpujących od siebie wykonawców, to bycie jednym z wielu szarych, nie mających nic ciekawego do przekazania artystów (to słowo musi być koniecznie napisane w cudzysłowie lub kursywą). 

Na szczęście istnieją artyści z powołania, którzy pomimo otagowania na YT, last.fm i innych portalach słowami chillout i dream pop, nie szepczą do mikrofonu i nie powielają tego relaksacyjnego brzmienia, dominującego na YT w filmach ze zdjęciami zachodzącego słońca i innych przerobionych przy użyciu Instagramowych filtrów. Taką artystką z prawdziwego zdarzenia jest właśnie joan. Żeby dojść do takiego wniosku nie trzeba słuchać utworu So Shy kilka razy. Wystarczy niecała minuta, aby przekonać się o wrażliwości tej młodej kobiety. Jeśli konieczne jest wyznaczenie jakiegoś punktu odniesienia, porównania jej głosu do czegoś innego, przyjmijmy, że będą to wszystkie zjawiska i chwile kojarzące się nam z idealnym spokojem. Na przykład stąpanie boso po chłodnym piasku wybrzeża, które widzimy w teledysku. Ów delikatny i spokojny głos Joanny w połączeniu ze skromną warstwą instrumentalną kreują harmonię, wymazującą z umysłu słuchacza wszelkie lęki i wątpliwości, o czym zresztą mowa na początku utworu (I wanna cut your stress, I wanna cut your doubts, be brave, man). 

Nie wyobrażam sobie, aby joan kiedykolwiek występowała w małych pubach i klubach, gdzie ludzie będą tłoczyć się przy kuflach piwa i zatruwać swoje płuca papierosowym dymem. Nie, to do niej zdecydowanie nie pasuje. Siostra Fismolla powinna grać u brzegu morza, w które wpada zachodzące słońce, a jeśli nie tam, to na leśnej polanie. Jej wrażliwość nie nadaje się na tradycyjne sceny. 

Po przesłuchaniu So Shy nabierzecie przekonania, że Joanna i Arkadiusz to rodzeństwo, które rozumie się bez słów. I oczywiście utalentowane, bardzo utalentowane. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz