środa, 7 grudnia 2016

Powrót w stylu retro



Drodzy Czytelnicy, jeszcze nie umarłam! Nie odzywałam się do Was od końca lipca. Zaniedbałam bloga, który na początku maja był dla mnie znakomitym środkiem do dzielenia się z Wami wszystkim, co przykuwa moją uwagę i zdobywa moje serce (dotychczas była tutaj mowa tylko o muzyce). Wielokrotnie przymierzałam się do napisania tutaj kilku słów. Chciałam nawet napisać krótki tekst (chociaż, jak już zauważyliście, moje krótkie teksty okazują się nieznośnie długie) o pewnej sytuacji w polskim żużlu (tak, nie tylko żyję muzyką, modą i książkami, motocykle też mnie pociągają). Ale zawsze znajdowałam jakąś wymówkę: nauka do egzaminów, praca, jakiś wyjazd, zmęczenie i inne. Źle, źle i jeszcze raz źle! Tak się nie robi. Oglądając statystyki po relacji z festiwalu w Oświęcimiu byłam zachwycona. Zakładając tego bloga na początku maja nie spodziewałam się, że już po dwóch miesiącach moje wpisy będą miały tyle wyświetleń. A potem zastosowałam swoją życiową zmorę - ucieczkę z zerwaniem jakiegokolwiek kontaktu. Po Wojciechownej nie zostało prawie żadnego śladu.



Dzisiaj rano zobaczyłam coś, co wywarło na mnie tak silne wrażenie, że pomimo ogromu pracy, jaki mnie czeka w najbliższych godzinach, postanowiłam zajrzeć do opuszczonego panelu Bloggera i podzielić się z Wami moimi wrażeniami. Tym razem nie o muzyce, ale o... nowej kolekcji Chanel. Używając jednego prostego zdania, powiem: jestem zachwycona. Po ostatnim pokazie Victoria's Secret, który tradycyjnie okazał się dla mnie zbieraniną kiczu i strojów pozbawionych dobrego smaku, przeniesienie się do paryskiego dwudziestolecia międzywojennego było natychmiastową teleportacją do raju. Mówię paryskie dwudziestolecie międzywojenne, bo tak najlepiej określić Mikołajkowy pokaz Chanel w luksusowym hotelu Ritz, który przez 35 lat pełnił rolę rezydencji samej Coco Chanel. Sławę hotel zawdzięcza nie tylko legendarnej projektantce i założycielce jednego z najsłynniejszych domów mody w historii. Przebywali w nim pisarze Marcel Proust i Ernest Hemingway, gwiazdy kina - Marlena Dietrich i Charlie Chaplin oraz inne postacie, wciąż cieszące się sławą. Wybór hotelu Ritz na miejsce zaprezentowania kolekcji Metries d'Art był nieprzypadkowy. Złożyła się na niego nie tylko ekskluzywność miejsca, ale przede wszystkim fakt, że mieszkała w nim Coco Chanel. Karl Lagerfeld, dyrektor artystyczny marki, na pokazy wybiera miejsca związane ze słynną projektantką. Wcześniejsze pokazy odbywały się m.in. w Edynburgu, Rzymie, Dallas, Salzburg. 

Prezentowanie nowych kolekcji Chanel wyróżnia się jeszcze zaskakującą scenerią. Zdarzyło się już, że modelki chodziły przy książkowych regałach oraz na specjalnym lotnisku Chanel Airlines, a na paryskim Tygodniu Mody sceneria przypominała domek dla lalek.

marieclaire.ru



Tym razem modelki chodziły między stolikami, dając gościom doskonałą możliwość dokładnego przyjrzenia się kunsztownym strojom z najnowszej kolekcji. Ubrania nawiązujące do lat 20. i 30. ubiegłego stulecia oraz niemal królewskie wnętrze hotelu uczyniły z pokazu wehikuł czasu przenoszący widzów do pierwszych dekad istnienia Chanel. 



Gama kolorów dominująca w kolekcji Metries d'Art została ograniczona do barw uznawanych za najbardziej stylowe i uniwersalne: biel (w odcieniu kości słoniowej), czerń i czerwień. Pojawiły się także akcenty złota i srebra, a dominujący motyw stanowiły kwiaty - kamelie i róże. Wśród prezentowanych strojów znalazły się damskie garnitury z luźnymi żakietami i spodniami z szerokimi nogawkami, dopasowane sukienki i żakiety z paskiem powyżej lub poniżej talii, obecny był także duch hiszpański - falbanki, szerokie rękawy, kwiaty we włosach. Karl Lagerfeld dopuścił akcenty z mody ulicznej - bomberki i pikowane żakiety, a także sweterki z motywem Wieży Eiffla. Moją uwagę najbardziej przykuły buty, które powtarzały się niemal w każdej stylizacji - białe oksfordki na niskim obcasie. Gdyby nie pokaz kolekcji Metries d'Art, nigdy nie pomyślałabym, że takie buty mogą stać się nieodłącznym elementem kilkudziesięciu stylizacji, harmonizując zarówno z ekskluzywną elegancją, jak i ze swobodą podpatrzoną na ulicach wielkich miast.

Na pokazie pojawiła się dawno nieobecna na wybiegach Cara Delevigne (chwała niebiosom, że nie wzięła udziału w ostatnim pokazie Victoria's Secret!), a wśród gości zasiadł Pharell Williams z zadziwiającym nakryciem głowy, przypominającym... jarmułkę. Lagerfeld wie, że diabeł tkwi w szczegółach, i to zapewne z tego powodu styliści polecili Pharellowi założenie białych butów, które razem z oksfordkami noszonymi przez modelki na hotelowym wybiegu przekazują nam następującą wiadomość: nie bójcie się nas! (ale jak nie bać się białych butów, jeśli przez 3/4 roku pada deszcz, a na ulicach piętrzą się góry błota...?)





Wybrałam kilkanaście strojów, które urzekły mnie najbardziej. 






Dwie powyższe stylizacje najbardziej kojarzą mi się ze stylem Coco Chanel. 





Przybliżenie na toczek, który podobnie jak białe buty okazał się istotnym szczegółem na pokazie nowej kolekcji Chanel:


A za kulisami było tak: (przy okazji możecie zobaczyć motyw Wieży Eiffla, o którym pisałam, a którego brakowało na wcześniejszych zdjęciach)



Na zakończenie postanowiłam zamieścić dwie stylizacje najlepsze z najlepszych. Dominują w nich ciemne odcienie, królujące również w mojej garderobie. 



Wszystkie fotografie pochodzą z Elle, InStyle, Twittera Chanel oraz газета.ru. 

Patrząc na powyższe stylizacje czuję wokół siebie zapach Chanel No. 5! Gratuluję całej ekipie Chanel przygotowującej kolekcję i pokaz za stworzenie niezwykłej atmosfery, której wiele cenionych marek niestety nie potrafi wykreować.

A jakie są Wasze wrażenia związane z nową kolekcją? Czy Chanel jest Waszym ulubionym domem mody? 


Na zakończenie akcent muzyczny powiązany z modą. Niestety nie z Chanel, ale z Burberry. 
Burberry zaprasza muzyków na pokazy swoich kolekcji oferując im nie tylko miejsce na widowni, ale także możliwość występu. Jednym z nich był Rhodes, o którego debiutanckim albumie Wishes pisałam w jednym z pierwszych postów. Oberzyjcie występ i rozkoszujcie się jego anielskim śpiewem! :) 


2 komentarze:

  1. Same stroje mnie nie urzekły, troszkę przeładowane ozdobami, ale klimat jak najbardziej :) Dobrze, że wróciłaś do blogowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, ta kolekcja Chanel, jak i nie tylko ta, jest przeładowana ozdobami, ale to już kwestia gustu - jedni stawiają na minimalizm, drudzy na przepych, a trzeci wybierają coś po środku. :) Dziękuję za wizytę na blogu i komentarz.

      Usuń