poniedziałek, 20 marca 2017

Post obrazkowy: 1970s

Przerwa od pisania o muzyce. O tym, co wkrótce się tu pojawi, możecie wywnioskować z ostatnich postów na twitterze. 

A teraz trochę inspiracji - zapraszam na krótką podróż do lat 70:


























sobota, 18 marca 2017

Godley & Creme, czyli eksperymentalna muzyka filmowa/ Godley & Creme - experimental film music


scroll down to the English version

W ostatnim czasie wiele powiedziałam Wam o współczesnej muzyce, której prawdopodobnie nie mieliście okazji usłyszeć w radiowych rozgłośniach. Dzisiaj również podzielę się z Wami moją muzyczną fascynacją, zespołem z podziemia, jednak należy podkreślić, że jest to grupa, która zakończyła swoją działalność jeszcze zanim przyszłam na ten świat. W ten sobotni wieczór chcę powiedzieć Wam o niesamowicie interesującym duecie z angielskiej miejscowości Stockport - Godley & Creme

Często odnoszę wrażenie, że muzyka zajmuje w mojej hierarchii życia codziennego miejsce numer jeden. Nie mogę zabrać się do pracy, jeśli nie włączę muzyki. Nie mogę zabrać się za sprzątanie, jeśli nie włączę muzyki. Nie mogę wyjść z domu bez słuchawek. Nie mogę udać się do łazienki bez telefonu, z którego będę słuchać muzyki. Gdziekolwiek wybieram się sama, muzyka idzie ze mną. Nie potrafię zadowolić się tym, co już doskonale znam. Niemal codziennie odkrywam wykonawców, o których wcześniej nie miałam bladego pojęcia. Pewnego lutowego dnia przypadkiem trafiłam na grupę 10cc, a ten trop poprowadził mnie do wspomnianego już duetu Godley & Creme, stworzonego przez byłych członków formacji 10cc. Chociaż 10cc przykuło moją uwagę, znam ich już dość dobrze i często powracam do ich twórczości, to muszę przyznać, że Godley & Creme okazali się być  silniejszym muzycznym narkotykiem, od którego nie potrafię się uwolnić. Uzależnienie zaczęło się od kompozycji Cry. Spotify lokalizuje ową kompozycję na składance True Power-Ballads i w pełni zgadzam się z nazwaniem tego krążka. Cry to spokojna rockowa kompozycja z brzmieniem gitary o post-punkowym odcieniu. Chociaż refren nie należy do chwytliwych, jest w nim jakaś poruszająca melancholia, od której nie można się uwolnić. Jeśli przesłuchacie Cry jeden raz, nie będziecie mogli tak po prostu wymazać tego utworu z pamięci i przejść do innego. Cry to kompozycja, obok której nie można przejść obojętnie. Nastrój kreowany przez ten utwór przypomina mi klimat wieczornego palenia świec - kryje się w tym pewnego rodzaju melancholia, a pomimo to nawet w przypływie ogromnego szczęścia mamy ochotę napawać się tym niesamowitym uczuciem. Tak jest właśnie z Cry. To melancholia, do której wraca się zarówno w chwilach powodzenia, jak i w momentach porażki i smutku. Ale do rzeczy.



Jak powiedziałam już wcześniej, Godley & Creme to byli członkowie grupy 10cc. Kevin i Lol postanowili opuścić 10cc, bowiem czuli potrzebę przejścia do kolejnego etapu artystycznej samorealizacji. Działalność w 10cc w jakimś stopniu ograniczała ich plany, uniemożliwiając im wydanie Consequences. To właśnie z poczucia ograniczenia przez 10cc zrodził się duet Godley & Creme. 



Zamiłowanie do eksperymentowania z muzyką i wybierania niebanalnych rozwiązań można dostrzec już w pierwszych kompozycjach 10cc. Żeby się o tym przekonać, wystarczy posłuchać jednego z najpopularniejszych kawałków grupy - I'm not in Love. Mówiąc o Godley & Creme, należy podkreślić, że to kolejne stadium eksperymentowania. Nie dziwię się, że ów znakomity duet nigdy nie zdobył sławy i nie podbił radiowych rozgłośni. Taka muzyka nawet w dekadzie lat osiemdziesiątych nie dotarłaby do szerszego grona słuchaczy. Godley & Creme nigdy nie tworzyli muzyki przebojowej. Byli członkowie 10cc podążali własnym szlakiem, nie oglądając się na innych. Potrzeba dowodu? proszę posłuchać pierwszych minut ich debiutanckiego albumu Consequences i wszystko stanie się jasne. Pierwsze kompozycje tego krążka to mieszanka muzyki pop, elektronicznej, i rockowej z filmową nastrojowością. Atmosfera filmu będzie przeplatała się w twórczości Godley & Creme do ich ostatniego albumu Goodbye Blue Sky. Nie potrafię jednak stwierdzić czy jakakolwiek z ich piosenek kiedykolwiek pojawiła się w jakiejść ścieżce filmowej. O co więc chodzi z tą filmową nastrojowością?



Twórczość Godley & Creme zawsze przypomina tło filmowych wydarzeń. Narastanie akcji i jej opadanie, melancholia, niepokój i przejście w eksplozję radości. Słuchając ich utworów można wyobrazić sobie najróżniejsze sceny filmowe - od komedii romantycznych po rozbudowane kino akcji. Najczęściej jednak z muzyki Godley & Creme wyłania się obraz człowieka idącego ulicą. Idzie on szybko, ogląda się za siebie, jakby przed kimś lub przed czymś uciekał. Niewątpliwie w dyskografii angielskiego duetu można odnaleźć wiele przykładów niepewności.



Współpraca byłych członków 10cc zakończyła się u schyłku lat osiemdziesiątych. Powód był następujący: Kevin i Lol poczuli, że nastąpił czas przejście kolejnego etapu artystycznej działalności. Creme dołączył do synthpopowej formacji Art of Noise, zaś Godley kontynuował swoją pasję związaną z reżyserowaniem teledysków. Czy wiecie, że to właśnie Godley & Creme są autorami klipów do takich utworów jak Every Breath You Take The Police czy A View to a  Kill Duran Duran? 



Godley & Creme nigdy nie osiągnęli wielkiej sławy i wcale mnie to nie dziwi. To muzyka, która nie tyle, co przewyższyła osiągnięcia swojej dekady, ale taka, która po prostu nigdy nie jest w stanie zaspokoić wielkich rzesz słuchaczy. Godley & Creme stworzyli utwory do indywidualnego słuchania, połączonego z przeżywaniem tego, co wyrażone w dźwiękach muzyki. A taka rozbudowana muzyka, jak doskonale wiemy z własnego doświadczenia, nigdy nie zdobywa sławy.



P.S. Widzę, że Facebook zapewnia największą liczbę odsłon bloga... ale nadal nie jestem przekonana do założena fanpage'a. Może kiedyś się przekonam. :)

P.S.2. Kwiecień to nie tylko radość z rozkwitających kwiatów, ale również przypływ szczęścia w postaci koncertów. Stąd zapowiadam, że w najbliższym czasie pojawią się relacje z koncertów (Rag'n'Bone Man, festiwal Spring Break - jeśli wszystko ułoży się pomyślnie, będę miała możliwość zobaczenia tego festiwalu od kuchni :), otwarcie KontenerArt w Poznaniu oraz otwarcie Hali Towarzyskiej również w moim rodzinnym Poznaniu).

* * * 

Recently I have told you a lot about new music that you are likely not to have heard of before. Today I would like to introduce you with another musical discovery of mine, an underground band (to some extent), but it should be emphasised that the band I am talking about had split up before I was born... And thus you should know now it is not any new group but the old one that never gained popularity. The group I would love to tell you about on this Saturday night is an extremely interesting duo from Stockport, England, and it is called Godley & Creme.



I often experience a feeling that music takes the highest position in my hierarchy of everyday life. I cannot get around to working if I don't switch the music on. I cannot get around to cleaning if I don't switch the music on. I cannot go out without earphones. I cannot go to the bathroom without my phone on which I always listen to music while taking shower or bath. Wherever I go alone, music accompanies me. What's more, I cannot feel satisfied with what I already know very well. Almost every day I discover artists about whom I have had no clue before. On one February day I stumbled upon the group called 10cc, and subsequently this track led me to the aforementioned duo Godley & Creme, composed of the former members of 10cc. Although 10cc attracts my attention, I know them quite well and I often come back to their discograpy, I have to admit that Godley & Creme turned out to be a drug with a stronger effect. I became hooked on the music of the English duo after listening to Cry. Spotify locates the song on the album called True Power-Ballads and I can entirely agree with the name of the compilation. Cry is a slow rock song with a sound of post-punk guitar. Although the chorus is not catchy, there is some touching melancholy in it that makes the listener not able to escape. If you listen to Cry one time, you will not be able to simply erase it from your mind and listen to another track. Cry is a song towards which you just cannot remain indifferent. The atmosphere it creates reminds me of the mood of lighting candles at night – there is some kind of melancholy in it, but even if you experience a flow of happiness, you still want to feast your mind on that incredible impression. The same situation refers to Cry. It is melancholy you want to come back to in the moments of success as well as those of sadness and defeat.

As I have already mentioned, Godley & Creme used to play in 10cc. Kevin and Lol decided to leave 10cc, as they felt the need to go up to another level of their artistic fulfillment. Being a part of 10cc constrained their plans to release their new tracks that eventually became Consequences - the debut album of the new duo – Godley & Creme.

Their love for experimenting with music and their tendency to choosing ambitious solutions can be seen not only in Godley & Creme tracks, but also in 10cc songs, even in the earliest ones. To find it true you should become acquainted with one of the most popular songs of 10cc – I'm not in Love. Talking about Godley & Creme, it should be emphasised that it is another level of Kevin and Lol's experiments with music. It comes as no surprise to me that the duo has never gained popularity and gone to the top of radio charts. The music they created could not cater to larger audience, even in the 1980s. Godley & Creme did not play catchy music. The former members of 10cc walked their own pathways and did not pay much attention to the trends of that time. Need a proof? Please listen to the first minutes of their debut album Consequences and everything will be clear. The first tracks are a mix of pop, rock and electronic music with the atmosphere of a film soundtrack. The cinematic mood is present in their whole discography, from the first album to the last one – Goodbye Blue Sky. However, I can't even say if any of their songs has ever appeared in any soundtrack. So what is it all about?

Every time I listen to Godley & Creme, I feel as if I was watching a film. It definitely sounds like a background of a film plot. The tension grows and falls, then there comes some melancholy, and after that some restlessness that finally evolves into an explosion of joy. Listening to their songs you can imagine various film scenes – from romcoms to decent action films. However, the most distincive image you can see in Godley & Creme songs is the image of a man walking in the street. He walks fast, looks behind as if he was escaping from something or someone. Undoubtedly there are many examples of restlessness in the discography of the Stockport-based duo.

The collaboration of the two former members of 10cc came to an end in the late 1980s. The reason was as follows: Kevin and Lol felt that once again they should move up to another level of their career. Creme joined a synthpop band Art of Noise, whereas Godley decided to continue his big passion – directing music videos. I am sure you could never guess that both Godley and Creme directed music videos of such songs as Every Breath You Take by The Police or A View to a Kill by Duran Duran.

As I have mentioned before, it comes to me as no surprise that Godley & Creme have never gained huge popularity. Their music not so much exceeded the achievements of the 1980s music, but it could just never appease the mass culture. Godley & Creme wrote songs for individual listening as well as for individual discovery of what's expressed in their music. And, as we know it very well from our own experience, that kind of music never reaches peak positions on radio charts.


piątek, 10 marca 2017

MIN t, czyli pozytywny szok/ MIN t - a positive shock


scroll down for the English version

Cykl postów o niszowej elektronice jeszcze nie dobiegł końca. Zaczęło się od Bass Astral x Igo, później byli Tesla Boys, Bownik, a dzisiaj intrygująca kobieta z Polski występująca jako MIN t. W ubiegłym roku byłam pochłonięta twórczością Queen do tego stopnia, że całkowicie zignorowałam godne uwagi projekty wschodzące na polskim rynku muzycznym. Dopiero w ostatnich tygodniach uświadomiłam sobie, że w polskiej muzyce zaszły i wciąż zachodzą interesujące zjawiska. MIN t jest tego kolejnym dowodem.

Przed chwilą wstawiłam na swoje twitterowe konto krótki wpis dotyczący MIN t:






Słuchając nowatorstwa MIN t trudno wykrztusić z siebie coś więcej. Wiem, że mam karygodną skłonność do przesadzania w obdarzaniu komplementami osoby i zjawiska, które przykuły moją uwagę, ale, uwierzcie mi, w tym przypadku wszelki zachwyt, nawet ten niezdrowo wyolbrzymiony, jest uzasadniony. Uwierzcie mi, iż użycie słowa nowatorstwo w opisie muzyki MIN t nie jest kłamstwem! W przypadku MIN t trudno wskazać na jedno konkretne ugrupowanie lub wykonawcę, który w decydujący sposób wpłynąłby na jej twórczość. Nie można też powiedzieć, że MIN t podąża wielokrotnie wydeptanym przez innych szlakiem i powiela to, co w większym lub mniejszym stopniu jest obecnie na topie. Martyna Kubicz, bo tak brzmi prawdziwe imię i nazwisko artystki, jest odważna i niezachwianie wierzy w muzykę, którą tworzy. Nie musiałam z nią rozmawiać, by się tego dowiedzieć. Wystarczyło, że przesłuchałam kompozycje wchodzące w skład Turn the Lights Down (EP).




Tak jak w przypadku wspomnianej ostatnio grupy Bownik, MIN t nie walczy o przebojowość, chwytliwość i lekkość melodii. Znów nie jest to elektronika, przy której można hucznie świętować awans w pracy, podwyżkę pensji czy jakikolwiek sukces z życia zawodowego i prywatnego. MIN t sprawia wrażenie artystki poszukującej nowego, niepowtarzalnego sposobu wyrażenia swoich wyobrażeń i uczuć. Nie jest to kolejne piękne dziewczę ze słodkim wokalem, wyśpiewującym trywialne miłosne wyznania. MIN t to niezależna młoda kobieta, czerpiąca inspiracje z różnych źródeł, która tworzy brzmienie z górnej półki. Martyna Kubicz supportowała m.in. xxanaxx, GusGus, Vitalica, Angel Haze i HVOB i niewykluczone, że niejeden z tych występów wywołał tak samo silne lub nawet silniejsze wrażenie niż koncert gwiazdy wieczoru. Martyno, jesteś niezastąpiona!



MIN t śpiewa również po polsku:


* * *



The series of posts about niche electronic music has not come to an end. In the first post I shortly described Bass Astral x Igo, then Tesla Boys and Bownik, and today it's high time I told you about an intriguing woman from Poland called MIN t. Last year I was so absorbed by Queen that I entirely ignored all the noteworthy artists that came out in the Polish music industry. It was only in the previous weeks that I found out that in Poland there had appeared numerous remarkable bands. As you can easily guess from what I've said, MIN t is one of them. 


This is what I have just written on my Twitter account:

#VoytehovnaDiscovers Stranger – MIN t – Polish music is shocking me more and more. In positive way, of course!


When listening to the new quality of electro made by MIN t it is hard to utter any additional word. I am aware of the fact that I have a reprehensible tendency to hyperbolise when describing people and phenomena that have attracted my attention, but please believe me, in this case any rapture, even the hyperbolised one, is totally accepted. Believe me that describing MIN t's music as innovative is not a lie. It is hard to point out any group or artist that would have a strong impact on MIN t's own songs. What's more, we can't say that MIN t's goes in the same direction where majority of young musicians go as well as we can't say that she follows the newest trends in music industry. Martyna Kubicz (it is MIN t's real name) is independent and firmly believes in the music she creates. I did not have to talk with her to find out about it. It was sufficient to listen to the songs that are part of Turn the Lights Down (EP).

As in the case of Bownik, the Polish group mentioned in the previous post, MIN t does not fight for being on the top of charts and recording catchy songs with a melody you can listen to when you want to relax or be accompanied while cleaning your flat. As in the case of the groups introduced to you in the previous posts, MIN t does not write electronic songs you could listen to while noisily celebrating your promotion, pay rise or any success in your life, no matter whether it's your private or professional life. Furthermore, MIN t is not another chick singing trivial love declarations with her sweet vocal. MIN t is an independent young woman, seeking for her inspiration in various sources in order to create unusual music of the highest quality. In her short career Martyna Kubicz supported bands such as xxanaxx, GusGus, Vitalica, Angel Haze and HVOB, and I wouldn't be shocked if she managed to impress the audience as much as (or even more) the headliners. Martyna, you are unique!


poniedziałek, 6 marca 2017

Bownik, czyli relaks przy muzyce z dobrym basem



W ten marcowy poniedziałek, przeplatający ciepło nadchodzącej wiosny z chłodem opuszczającej nas zimy, powracam z kolejną dawką dobrego disco. Niedawno mówiłam o Bass Astral x Igo, którzy tworzą uzależniającą muzykę elektroniczną (miałam okazję zobaczyć ich w ubiegły czwartek w klubie Twoja Stara w Poznaniu - atmosfera podczas ich występu była nie do opisania, a takiej dawki energii nie zagwarantuje Wam żaden lek ani narkotyk). Pisałam również o Tesla Boy z Rosji, podążających podobnymi ścieżkami. O kim zamierzam powiedzieć dzisiaj? 


Dzisiaj zapoznam Was z trójką muzyków z Warszawy, którzy według mnie są jednym z najciekawszych zjawisk ostatnich miesięcy. Owa trójka (Michał Bownik, Adam Półtorak i Andrzej Siwoń) występuje pod nazwą Bownik. Panowie eksperymentują i nie dążą do krótkotrwałego sukcesu w komercyjnych rozgłośniach. Bownik to grupa, której nie da się zaszufladkować do konkretnego gatunku. Patrząc na zdjęcia wokalisty możecie pomyśleć, że to grupa zajmująca się hip hopem. Niestety w tym wypadku pozory mylą. Trio z Warszawy głównie sięga do muzyki elektronicznej dwóch ostatnich dekad ubiegłego stulecia, ale w ich dorobku znajdują się również kompozycje, których do miana elektroniki przypisać nie można (np. Aspiryn). Nie jest to muzyka do hucznej zabawy i dzikich pląsów, ale brzmienie odpowiednie na chwilę relaksu i wyciszenia. Członkowie grupy Bownik określili swoje kompozycje mianem vegan disco (z racji na to, że każdy z muzyków jest weganem), ja zaś zaklasyfikowałabym ich twórczość do czegoś w rodzaju slow disco. Dużo elektroniki (choć, jak mówiłam już wcześniej, nie w każdej kompozycji), wolniejszego tempa i spokojnej aury - oto cechy utworów, które znalazły się na ich debiutanckim krążku. 

Dużo młodych wykonawców z Polski obrało ścieżkę elektroniczną, jednak w muzyce Bownik znajdziecie coś więcej niż podążanie za panującymi trendami. Zdecydowanie godne polecenia.




P.S. Jeśli muzyka Bownik przypadła Wam do gustu, możecie ich zobaczyć jeszcze w tym miesiącu - 12.03 zagrają w Krakowie w Fortach Kleparz, 19.03 w Toruniu w Lizard King, a 22.03 w Krakowie w Bardzo Bardzo.